24 listopada 2012 r. już po raz trzeci odwiedziliśmy Zakład Karny w Grądach-Woniecko i w Czerwonym Borze.
W Grądach-Woniecko, po przejściu przez główną bramę moją uwagę zwrócił biegający po placu kot. Uwielbiam te zwierzątka, dlatego nie umknął mojej uwadze. W jakim celu to piszę? Nie spotkałam się jeszcze z takim widokiem, kiedy kociak zwinnie przeciska się przez kraty, wbiega do budynku zakładu i kręci się w okolicach stołówki. Dowiedziałam się potem, że ten kiciuś jest tu od urodzenia. Przyzwyczaił się do tego miejsca. Czuje się tu dobrze. Wyglądał na oswojonego, dał się pogłaskać. Być może nie wie jak jest po drugiej stronie muru.
Ludzie jednak urodzili się na wolności. Mogli jej doświadczyć. Pragnieniem każdego człowieka jest bycie wolnym. Niestety często doceniamy to, co mamy, kiedy to stracimy.
W tym ZK przebywają osadzeni za nieduże przestępstwa czy też ci, którym niedługo kończy się wyrok. Tak więc dla większości ten zakład jest nadzieją na szybki powrót na wolność.
Po koncercie mogłam porozmawiać z osadzonym pracującym akurat tego dnia w kuchni. Mężczyzna spędził 14 lat swojego życia za kratami. Zapytany o wrażenia po koncercie, odpowiedział krótko, że podobało mu się, odbiór jak najbardziej pozytywny. Zaskoczył mnie jednak wspominając o naszym koncercie z zeszłego roku. Sam fakt, iż pamiętał co śpiewaliśmy, przekonał mnie po raz kolejny, że nasza działalność ma sens. Pieśni, które wykonujemy zapadają do serca i niosą radość drugiemu człowiekowi.

W Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze czułam się trochę jakbym była w serialu „Prison Break”. Długi korytarz z celami, spacerujący osadzeni. Dziwne uczucie, kiedy z antresoli obserwowali nas ci, którzy mieli zakaz schodzenia na dół.
W obu zakładach karnych zaśpiewaliśmy musical dla kilkudziesięcioosobowych grup osadzonych. Większość słuchała z powagą. Na twarzach jednak brak emocji. W takich miejscach okazywanie uczuć traktowane jest jako słabość. Zachowanie, słowa nie idą w parze z tym, co naprawdę kryje się we wnętrzu. Nie wiem co działo się w ich sercach, ale Bóg wie.
To był długi dzień. Dla mnie zaczął się o 5 rano. Dwa koncerty, co wiąże się z tym, że sprzęt trzeba było przenieść cztery razy. Dwa razy musical, czyli dwie godziny śpiewania (spalone jakieś 244 kcal). Jednak mimo zmęczenia, ogromna radość z opowiedzenia innym o Jezusie. Możemy tylko dziękować Bogu, że stworzył nam okazję do tego, by być w tych miejscach.
A.P.
Galeria zdjęć (Grądy-Woniecko) →
Galeria zdjęć (Czerwony Bór) →
Relacje o tych wydarzeniach w mediach: