20 marca
zagraliśmy pierwszy koncert, którzy rozpoczął akcję pomocy dla Anny
Moniki Wareszczuk. Wydarzyło się wówczas kilka rzeczy, które przechodzą
ludzkie oczekiwania…
Przede wszystkim
Ania, dla której zbieraliśmy pieniądze. Mniej więcej na trzy godziny
przed koncertem dowiedzieliśmy się, że ubłagała lekarzy w szpitalu, by
pozwolili jej być na widowni podczas tej muzycznej opowieści.
Przyjechała razem z mężem i Sebastianem (inicjatorem i pomysłodawcą
zbiórki pieniędzy właśnie dla niej). Ania, ze względu na chorobę -
mukowiscydozę - jest cały czas podłączona do aparatu tlenowego. Tlenu
miało jej wystarczyć na 20 minut, więc byliśmy przygotowani na to, że w
każdej chwili może opuścić salę… Ku niedowierzaniu jej męża, tlenu
jakby wcale nie ubywało, a wskaźnik cały czas pokazywał zapas czasu.
Wszyscy byli ogromnie zaskoczeni, gdy po zapaleniu świateł na sali
(czyli po upływie godziny) Ania nadal siedziała w pierwszym rzędzie,
wzruszona i szczęśliwa, że mogła wysłuchać muzycznej opowieści o
Jezusie…
Dziękuję Wam za to, że chcieliście poświęcić swój czas dla mnie.
Jestem pełna podziwu dla Was, że robicie to bezinteresownie i że
chcecie mi pomóc - tak mówiła Ania na trzy tygodnie przed koncertem. Po koncercie powiedziała: Bardzo się cieszę, że mogłam wysłuchać musicalu do końca. Jestem wzruszona. To mi dało tyle nadziei. Bardzo Wam dziękuję.
Żegnała nas potem z uśmiechem na ustach. Drobniutka, wychudzona kobieta, niesiona opiekuńczo na rękach przez swojego męża…
Sala w Klubie Garnizonowym w Komorowie była cała zapełniona. Na widowni
siedziało około 200 osób. Absolutna cisza i skupienie podczas
muzycznego spektaklu. Atmosfera była tak podniosła i piękna, że po
końcowej pieśni ludzie nie chcieli się ruszać z miejsc, jakby pragnęli
zatrzymać w sobie to, co usłyszeli. Gdy zespół poprosił Anię o
pamiątkowe zdjęcie, prawie połowa widzów zatrzymała się patrząc się na
nią ze współczuciem i zjednoczeniem w cierpieniu.
Kierownik Klubu Garnizonowego, który wynajmował salę, powiedział: "Zupełnie
nie spodziewałem się, że na koncert przyjdzie tylu ludzi. Obawiałem
się, że nie uda się zapełnić tej sali ze względu na czas i zimową
pogodę…Okazuje się, że da się jeszcze coś w tej miejscowości zrobić."
Byliśmy mile zaskoczeni sumą, którą udało nam się zebrać w tej małej
miejscowości (ponad 2600 zł). Naszym koncertom patronuje Chrześcijańska
Służba Charytatywna i to za jej pośrednictwem sprzedajemy cegiełki i
zbieramy pieniądze, przeznaczane później na leczenie. Szczególnie
pięknym gestem było dla nas wręczenie przez księdza koperty, w której
znajdowało się 1000 zł. Zapewne przeprowadził on zbiórkę darów wśród
wiernych. Ofiarność osób, które przyszły na koncert była wzruszająca.
Pewna pani wychodząc z sali, powiedziała: "Bardzo dziękuję, to był piękny musical". Potem kierowała się w stronę wyjścia z budynku i nagle zawróciła, mówiąc: "Naprawdę nie mogę! Nie byłam przygotowana, ale muszę jeszcze pomóc!"
Na koncercie była także pani Jolanta Załęgowska wraz z mężem i dziećmi.
To dla jej syna - Danielka, który także siedział na widowni, zespół
zbierał pieniądze na leczenie ponad rok temu podczas koncertu w
pobliskiej Ostrowi Mazowieckiej. Ich
obecność była dla nas ogromną niespodzianką i radością. Gdy widzieliśmy
Danielka, o wiele zdrowiej wyglądającego i bardziej szczęśliwego,
uświadamialiśmy sobie, że te koncerty naprawdę mają sens. - mówiła
Ania R., alt z zespołu Emaus. Mama Daniela powiedziała, że dopiero
teraz mogła naprawdę ze spokojem wsłuchać się w musical. "Podczas
koncertu na rzecz Daniela denerwowałam się i inaczej to przeżywałam, bo
dotyczyło to mnie bezpośrednio. Teraz mogłam na nowo przeżyć ten
musical i musze przyznać, że były momenty wzruszenia…"
To naprawdę był niesamowity koncert… Oby jak najwięcej więcej tak pięknych chwil w życiu każdego z nas…
Komorowo
- Szczegóły