
Nasza działalność wygląda najczęściej tak, że wyjeżdżamy gdzieś bliżej lub dalej, śpiewamy o tym, co dla nas najważniejsze, mając nadzieję, że dzięki temu ktoś poczuje się lepiej, odnajdzie sens. Zbieramy też pieniążki, by pomóc tym, którzy tego potrzebują. Będac w różnych miejscach, niejednokrotnie jesteśmy proszeni, by przyjechać jeszcze raz, niestety nie zawsze jest to możliwe. Ostatnio jednak zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, co możemy zrobić, żeby nasze spotkania z ludźmi, nie kończyły się tylko na jednorazowym koncercie. Czasami odpowiedzi pojawiają się bardzo szybko...
W marcu byliśmy w Zaczerlanach, w Monarze. Dobrze zapamiętaliśmy to gościnne i owtarte miejsce. Część z nas skorzystała też z zaproszenia na naukę jazdy konnej. I tak pod okiem niezmordowanego Marcina, kilkoro z nas ma możliwość przebywania wśród tych pieknych zwierząt, kiedy tylko ma na to ochotę. Podczas jednej z takich wizyt, zostaliśmy jako zespół, zaproszeni na obchody kolejnej rocznicy Monaru. 30 maja tego roku, w sobotnie popołudnie znów tam zaśpiewaliśmy. Wśród zaproszonych gości byli też podopieczni Metanoi, z którą przecież zorganizowaliśmy już kilka wspólnych koncertów. Zaprosilismy ich do wspólnego wykonania jednego utworu. Potem był czas, jak zwykle na poczęstunek, ognisko, wspólny śpiew przy gitarach, nawet na konie:) Ale przede wszystkim był też czas na rozmowy o trudnych chwilach i doświadczeniach, o tym, co daje siłę, a może raczej o Tym, który daje siłę, by zwyciężać. Jednym słowem czuliśmy się tam, jak u siebie. Kto wie, może przyjdzie czas na koncert nr 3? :))