
25 listopada 2012 r. po raz kolejny, dokładnie trzeci, przyjechaliśmy do MONARU w Zaczerlanach. Przed ośrodkiem przywitała nas gromadka przesympatycznych piesków. Po tym wstępnym powitaniu okazało się, że mamy problem. Musieliśmy uwolnić nasz sprzęt nagłaśniający z zamkniętej przyczepki. Trzeba było trochę się nagimnastykować, ale dzięki Bogu udało się ją otworzyć i w ogóle mógł odbyć się koncert.
Przed wejściem do ośrodka przekazano nam informację, że nie można tu palić, ani wnosić alkoholu. „Ale my wszyscy jesteśmy abstynentami.” - odpowiedział ktoś z zespołu. „ Tak? To tak jak my!”.
Kiedy rozkładaliśmy sprzęt, cała sala praktycznie zapełniła się. Wkrótce popłynęły dźwięki musicalu „Dlaczego ja…?”. Po koncercie zostaliśmy bardzo mile ugoszczeni, za co serdecznie dziękujemy. Przy herbacie i przepysznym cieście mogliśmy rozmawiać z osobami przebywającymi na terapii.
Najbardziej w pamięci utkwiły mi słowa jednego z pacjentów: „Zagubiłem się w życiu. Zamiast do więzienia trafiłem tutaj. Chciałbym wam bardzo podziękować za koncert. Za to, że przywieźliście tu trochę miłości. Dzięki koncertowi mogłem utwierdzić się w nadziei na lepsze rozwiązanie, mieć siły na dalsze podążanie drogą, którą wybrałem.” Inny przyznał, że w musicalu odnalazł siebie. Stwierdził, że pytania „dlaczego ja?”, „czy nie jest już za późno?” również jego dotyczą.
Jesteśmy wdzięczni Bogu, że wykorzystał nas, by wskazać Tego, który zna odpowiedź na wszystkie pytania i chce byśmy szli Jego drogą. Po tym koncercie byliśmy bardzo zbudowani i pełni motywacji. Choć dla niektórych cała trasa koncertowa wyniosła ponad 550km, to myśl o tej odległości nie przysłoniła towarzyszącego nam celu, wparcia tych, którzy go potrzebują. Zawsze liczy się człowiek.