W gruncie rzeczy zatoczyliśmy koło. Prawie rok temu gościła u nas, w Białymstoku, Danusia Tywoniak, która opowiedziawszy swoja historię walki z rakiem, pomogła nam w zebraniu pieniążków dla Oli. Tym razem zespołowi Emaus towarzyszył pastor Jarosław Dzięgielewski, a koncert przyjął formę podobną do tego sprzed roku.
W Sobotę o godzinie 17 sala była pełna. Przybyli nasi przyjaciele, rodzina, znajomi. Ubrany na czarno zespół wyszedł, a sensacją stał się klawiszowiec - jako jedyny w jasnej marynarce, który wyszedł na końcu (dla reszty zespołu też było to sensjacją;]). Marek przywitał publiczność, a my oddaliśmy się temu co kochamy najbardziej - wyśpiewywaniu słów chwały i uwielbienia dla naszego Stówrcy. Cała konstrukcja koncertu opierała się na opowieściach gościa poprzeplatanych naszymi pieśniami.
Pastor Jarosław opowiadał o tym jak diametralnie zmieniło się jego życie, życie całej rodziny, kiedy na świat przyszedł jego najmłodszy syn - Mateusz (również obecny na koncercie). Okazało się, że mały Mateuszek praktycznie od początku swego życia cierpiał na różne schorzenia, których żaden lekarz nie umiał powiązać ze sobą i wyjaśnić przyczyn takiego stanu. Po wielu latach okazało się, że jest to choroba genetyczna, ale nadal nikt nie wiedział jak ją leczyć i skąd się wzięła. Rodzina Mateusza nigdy się nie poddała i cały czas dzielnie walczy o to by był w jak najlepszym zdrowiu, ale przede wszystkim by na ich relacje rodzinne nie wpłynął fakt, że chłopiec nie domaga. Siły i mądrość czerpią od Boga, wierząc, że któregoś dnia spotkają się w Niebie, wszyscy idealni i kompletnie zdrowi. Byliśmy bardzo podbudowani nadzieją płynącą nie tylko ze słów pastora, ale przede wszystkim odczuwaniem tej nadziei "w powietrzu". My też przecież wierzymy w Wieczność z naszym Zbawcą.
Celem koncertu było zebranie środków na pomoc w zakupie protez dla Natalii. To nie pierwszy koncert dla młodej Ukrainki, więc szczęściem było, ze uzbierawszy ok. 1000 zł mogliśmy przybliżyć się do celu, który sobie wyznaczyliśmy. Po raz kolejny dziękujemy wszystkim darczyńcom, mając nadzieję, że Bóg Wam to wynagrodzi stokrotnie.
Nie będę się tu rozpisywała o tych wszystkich słowach, które usłyszeliśmy po koncercie. Były niezwykle miłe i budujące, wpędzające nieraz w zakłopotanie :) Za to też dziękujemy! Pomimo iż koncert był wyczerpujący, zespół tradycyjnie wybrał się na wspólny posiłek (tym razem ten fizyczny) do miłej pizzeri obok. I na tym urywa się moja opowieść....
W.