11_-__lepcy_w_mdk.JPG.jpg

 

 

 

Piątek. Godzina 18 miała być dla zespołu Emaus godziną zero. Ale nie była. Tylko z delikatnym opóźnieniem przybyliśmy do niezwykłego (jak dla mnie) miasta Płock...

Ulica Sienkiewicza zawładnęła mną bezapelacyjnie - ale to już było w sobotę. Naszą przygodę z tym miejscem rozpoczęliśmy od sobotniego nabożeństwa w miejscowym zborze, a które jako zespół muzyczny przyozdobiliśmy brzmieniem naszych głosów i błogosławieństwem płynącym z naszych doświadczeń. Tuż po obiedzie udaliśmy sie na spacer, 5_-_sobotnie_nabo_e_stwo_III.JPG.jpgokraszony powrotem niektórych członków zespołu do radosnych lat dziecięcych, kiedy to całe popołudnia spędzało się na placach zabaw ;] Orzeźwieni wiosennym powiewem wiatru rozpoczęliśmy próbę w malutkim pokoiku przy akompaniamencie Yamahy w wersji mini. Co to były za dźwięki... W każdym bądź razie później była jazda niezwykle uroczą ulicą Sienkiewicza i dostarczenie zespołu na ulicę Tumską, gdzie przygotowywaliśmy się do naszego pierwszego koncertu - w Młodzieżowym Domu Kultury. Sam koncert był niezwykle ciekawy i interesujący - jak to zwykle bywa, kiedy improwizacja wre. Co ciekawe (zawsze zastanawia mnie ten fenomen) nikt nie powiedział po koncercie, że było coś nie tak. Wręcz przeciwnie - duża grupa młodzieży była bardzo zainteresowana tym, co robimy, a ja osobiście mogłam dosłyszeć komentarze w stylu "[rozmowa przez telefon] a, bo ja jestem na takim bardzo fajnym przedstawieniu, naprawdę X 10_-_yamaha_w_wersji_mini.JPG.jpgżałuj, że Cię tu nie ma". Ale za to mogę wznosić dzięki tylko w górę - bez Boga nic, co robiliśmy tamtego wieczora nie miałoby najmniejszego sensu. Byliśmy totalnie zmęczeni, co jednak nie przeszkodziło nam w wieczornym siedzeniu, słuchaniu Marka i śpiewaniu do gitary (jeszcze ogniska tylko brakowało!).

Rano od początku uwijaliśmy się w szalonym pośpiechu, bo już zaraz czekał nas bardzo ważny koncert w Kościele Zborów Chrystusowych. Było to coś w stylu prowadzenia nabożeństwa przez zespół Emaus. Zamiast tradycyjnych pieśni, zborownicy śpiewali wraz z nami nasze pieśni wyświetlane na ekranie - to było czymś fenomenalnym. Marek miał krótkie kazanie, a później była wieczerza. Zespół cały czas brał czynny udział w nabożeństwie - śpiewając, a komentarze tuż po, zaskakiwały chyba każdego bez wyjątku. Co było szczególne? Że w ogóle się nie spodziewaliśmy tego,22_-_koncert_w_Ko_ciele_Zbor_w_Chrystusowych.JPG.jpg że pastor tamtejszego zboru przeprowadzi wśród wyznawców kwestę na rzecz osoby, dla której aktualnie pomagamy - Natalii. Było dla nas szokiem, że udało się zebrać do razu około 800 zł, za które jesteśmy wdzięczni zarówno Bogu jak i zborowi.

Po herbatce na górze, szybko udaliśmy się na obiad, po czym (jak zwykle) spóźnieni próbowaliśmy się dostać do więzenia - ale tylko żeby troche pośpiewać :) Po niezwykle dokładnej rewizji, weszliśmy na salę, w której mieliśmy śpiewać - tym razem ponownie Ślepców. Pomimo początkowych śmiechów i chichów, gdzieś tam w okolicy utworu numer 6, w którym mowa jest o przegranym życiu, na twarzy prawie każdego śmieszka pojawiła się tym razem wstydliwie zamyślona mina - o to nam chodziło. Pan opiekun od spraw kulturowych powiedział nam, że z tak poważnym i wzniosłym materiałem była u nich tylko Arka Noego - to teraz obok będzie i Emaus :) I po raz kolejny dzięki Bogu!

No i na deser został nam nieplanowany koncert - na Otolińskiej. Podobno każdy płocczanin, kiedy słyszy tę nazwę wie o co chodzi. My nie wiedzieliśmy do końca, ale było dane nam się przekonać. Otóż

27_-_Emaus_z_dzie_mi.JPG.jpg Otolińska jest to bardzo specyficzny blok pomocy społecznej, w którym mieszkają osoby, których nie stać na normalne mieszkanie, więc muszą żyć niekiedy po parenaście osób w jednym pokoju. Nasz koncert miał się odbyć w świetlicy, która okazała się przepełniona dziećmi. No i jak tu śpiewać Ślepców? Postanowiliśmy bez żadnego sprzętu, z minimalnym nagłośnieniem podarować im parę pięknych i radosnych piosenek z naszego repertuaru, a opowiadania między utworami dostosować do ich wieku. Tak całkiem dodatkowo nauczyliśmy się przed samym koncertem piosenki "Jeśli jesteś dziś szczęśliwy...", która okazała się hitem wśród dzieci i na sam koniec została odśpiewana przez nie prawie samodzielnie :) Myślę, że takie doświadczenie bardzo nam pomogło i dodało nowych sił, których pod koniec już brakowało. Pani ze świetlicy prosiła o pamięć i kolejne przyjazdy - zrobimy, co w naszej mocy, bo taka publiczność nie zdarza się codziennie. Później były zdjęcia, autografy ;] ogólna radość, a myśmy się udali w daleką, aczkolwiek niezwykle interesującą podróż powrotną.

Chętnie odwiedzimy Płock jeszcze raz, bo pobyt w nim był dla nas czymś naprawdę niesamowitym i inspirującym, jak również pozwolił poznać nas samych jeszcze lepiej. Nic więcej nie mogę napisać jak Alleluja, Chwała Panu!

 

 

W.

Emaus na facebooku

Szukaj