Przepraszamy za opóźnienia w relacjach z naszych koncertów, nazbierało się tego trochę, ale postaramy się to jak najszybciej nadrobić. Tymczasem ostatni koncert zagraliśmy podczas długiego listopadowego weekendu, w miasteczku niedaleko Białegostoku. Kilka dni później, otrzymaliśmy od jednego z widzów relację z tego wydarzenia, którą poniżej zamieszczamy. Panie Jarosławie bardzo dziękujemy!
"W dniu 9.11.2008 roku, w Szpitalu, na Oddziale Terapii Uzależnień od Alkoholu byliśmy świadkami bardzo interesującego wydarzenia. Przybyła do nas grupa "Emaus" znana ze swej twórczości muzycznej, głęboko osadzonej w tematyce religijnej i dotykającej wartości najwyższych. Liczny zespół ludzi młodych, obdarzonych świetnymi zdolnościami aktorsko-wokalnymi. Aż dziw bierze w jaki sposób zdołali się oni skrzyknąć w jeden niezwykły team. Zapewne duża to zasługa szefa - faceta niezwykle wrażliwego, o subtelnej, cichej - a jednak ekspresji (...). W kilku zdaniach, ale czytelnie i konkretnie zasygnalizował o czym rzecz będzie. A miał to być musical "Ślepcy". Pełen wyrazu i niosący ze sobą przesłanie. Przesłanie bardzo ważne, szczególnie w takim miejscu i wśród takiej publiczności jak nasza. Bardzo czytelne, dla leczących się alkoholików - jak my.
Był czas, a dotyczyło to szczególnie kultury średniowiecznej, że osoby niewidzące traktowane były przez otoczenie z pogardą, niechęcią, czy wręcz wrogością. Trędowaci, choć inaczej. Panowało przekonanie, że ich kalectwo jest pokutą za przewony poprzednich pokoleń. Ślepiec zapewne miał ojca złodzieja, matkę prostytutkę i powinien właściwie cieszyć się ze swej ułomności, bo one powstrzymują go przed czynami niegodnymi. Stanowi pokutę całkiem zasłużoną i jest Bożym dopustem. Odrzućmy tego człowieka, wyszydźmy go! Śmiejmy się z niego! Nie zasłużył na współczucie ani pomoc. Pojawiają się w musicalu trzej tytułowi ślepcy na miejskim rynku, wśród gwarnego tłumu. I właśnie taka jest reakcja gawiedzi. Widzowi jest przykro, ale przecież nie wejdzie na scenę podać ślepcowi rękę. Zresztą, czy miałby odwagę? Pójść pod prąd, przeciwstawić się innym, choćby w słusznej sprawie? Czy ja bym potrafił?
W kolejnych scenach odkrywamy coś zaskakującego. Miejskie pospólstwo przeistacza się w hałaśliwą młodzież zbierającą się na "imprezę". Jest wesoło, pełen luz (...). Jest alkohol, są narkotyki. I coraz wyraźniej widzimy, że ta powierzchowność i "łatwość bytu" stanowi ich sens, cel, sposób. A więc może ci młodzi, choć z racji wieku wzrok mają sokoli - może oni tak naprawdę są ślepcami? Tego, co wartościowe i ważne nie są w stanie dostrzegać. Ale przecież każdy człowiek ma coś w swoim wnętrzu. Ta ślepota może byc spowodowana jedynie opaską na oczach. Trzeba ją po prostu zerwać. Mieć na to dość sił i odwagi. My na oddziale odwykowym mamy te same problemy i dylematy.To samo życiowe zadanie zerwania zasłaniającej wzrok opaski.
Artyści śpiewają świetne, wzruszające songi. Zwłaszcza ten - zaczynający się modlitwą "Ojcze nasz". Wspaniałe talenty wokalne, świetne głosy. Ciekawie opracowany ruch sceniczny. Coś bez przerwy się dzieje. Szkoda tylko, że podkład muzyczny leciał z playbacku. Po prostu chyba nie było u nas warunków na żywą instrumentację.
Jak mowię: jest przesłanie. Ta opaska zostaje zerwana. Z głów średniowiecznych ślepców spadają kaptury. Młodzi narkomani dostrzegają prawdziwe życie. A sprawia to wiara. I miłość, i nadzieja. Co tu dużo gadać - sam Bóg to sprawia. To również nadzieja dla pacjentów. I zachęta do siły, odwagi, modlitwy. Dla mnie osobiście.
Duże wrażenie!"
Jarosław Małakowski