picture_241.jpgMETANOIA to placówka terapeutyczna stałego pobytu przeznaczona dla młodzieży w wieku od 13 do 18 lat uzależnionej i zagrożonej uzależnieniem od środków psychoaktywnych. Ośrodek prowadzi socjo i psychoterapię grupową i indywidualną, terapię przez pracę oraz zapewnia pomoc duchową. Ośrodek znajduje się w sercu Puszczy Knyszyńskiej.

Zapraszamy do przeczytania relacji z koncertu, który odbył się 26.11.06r., pisanej „piórem” Rafała O:

 

Jedyne, co daje się słyszeć z poziomu ulicy to ciche niskie dźwięki. Jednak w środku budynku kościoła do moich uszu zaczynają docierać wyższe brzmienia. Po wejściu na pierwsze piętro nie mam już wątpliwości, że to wciąż trwająca próba.- Uważaj na basy, bo masz ich za dużo trochę! – Krzysiek – nadworny akustyk Emaus – szybko bierze na wzgląd uwagę Marka i kręci jakimiś pokrętłami na ogromnej konsoli.Marek jest kierownikiem muzycznym zespołu i jednocześnie jego najbardziej doświadczonym członkiem. Młodsi wciąż zwracają się do niego „wujku”, ale mimo poważnego wyglądu w jego oczach pozostał błysk typowy raczej dla okresu dojrzewania.Zdążyłem akurat na końcówkę ostatniego utworu „Ślepców” – musicalu, z którym zespół teraz koncertuje. Marek prosi jeszcze o wspólną modlitwę i zaczynamy składać sprzęt. Pomieszczenie powoli pustoszeje z nagłośnienia i oświetlenia.

Po jakichś dwudziestu minutach na powrót przypomina salę nabożeństw.Dzięki taktycznym posunięciom przy pakowaniu żółty fiat doblo stoi już na podjeździe załadowany po dach. Właściwie wszystko jest już gotowe, jeszcze tylko czekamy na Michała.Nie. To by było zbyt proste. W jednej chwili pod bramę wjazdową podbiega dwóch kibiców i zaczynają wymieniać ciosy. Tomek widząc to rusza w ich stronę. Za nim dziarsko zaczyna kroczyć Paweł. Napastnik jednak ucieka, nim nasi chłopcy docierają na miejsce zdarzenia.Parę minut później Janusz pojawia się z pobitym chłopakiem i prowadzi go do wewnątrz budynku. Zawiadomiona wcześniej policja zjawia się po kilku minutach i zajmuje się całą sprawą. Na szczęście! Najwyższy czas wyjeżdżać!

Kolumna samochodów powoli rusza w kierunku Czarnej Białostockiej. Dojechać do miejscowości to jedno, ale znaleźć Metanoię, bo tak nazywa się ośrodek, do którego jedziemy, to niemały problem. Po parunastu minutach jazdy ulicami i uliczkami udaje nam się jednak dotrzeć do celu.Zewsząd jesteśmy otoczeni lasem.

Na parkingu przed dość sporych rozmiarów budynkiem wita nas Rocky – owczarek niemiecki, którym zajmują się podejmujący leczenie. Na powitanie wychodzi nam terapeutka i jednocześnie kierowniczka ośrodka – pani Asia. Towarzyszy jej kilku roślejszych podopiecznych, którzy chętnie odciążają nas w noszeniu sprzętu.Przydzielona zostaje nam siłownia. Kilka osób krząta się tam, próbując jak najszybciej uporać się z panującym tam nieładem. Budynek jako całość jest bardzo zadbany. Widać, że liczne prace remontowe miały tu miejsce stosunkowo niedawno, i że społeczność ośrodka stara się nie stwarzać potrzeby przeprowadzania kolejnych.

Sprzęt już rozstawiony, widownia - w postaci około trzydziestu osób - na miejscu, więc można zaczynać. Już od pierwszych taktów wprowadzającego utworu na twarzach oglądających rysuje się zaciekawienie. Tradycyjne są już emocje, które towarzyszą wejściu na scenę dilera – świętego Johnny’ego.Zaraz po koncercie zaproponowane zostaje nam spotkanie ze społecznością ośrodka. Wszyscy udajemy się do niewielkiej sali z ustawioną na około kanapą. Członkowie grupy przedstawiają się nam podając swoje imiona, miasta, z których pochodzą, jak długo są uzależnieni, okres leczenia i ewentualnie który raz podejmują terapię.Wrażenia z koncertu są nader pozytywne. Wszyscy są zgodni, co do tego, że słowa były trafione, jeżeli chodzi o miejsce. Miejsce, które jest kompletnym przeciwieństwem życia ulicznego.- Rytm życia ośrodka określa regulamin – mówi pani Asia. – Trafiliście akurat na moment, w którym społeczność ma „ciach na przywileje”.„Ciach na przywileje” oznacza, że odbywający leczenie przestąpili regulamin i teraz nie mogą wykonywać telefonów, pisać listów, zakazane im jest jedzenie słodyczy, oglądanie telewizji, nie mają wstępu na siłownie. I to się nazywa kara!Wiele osób nie trafia tu z własnego wyboru. Dla sporej części był to przymus w postaci nakazu sądowego. Taki los spotkał Edytę. Rodzice nie chcieli jej w domu... i postawili warunek, że musi się leczyć. Przez pierwsze tygodnie przeżywała istną huśtawkę emocjonalną.- Potem przestałam tu być dla rodziców, a zaczęłam dla siebie. – mówi Edyta.W przypadku piętnastoletniej Gosi zaczęło się, jak zaczyna się niemal zawsze:- Imponowało mi złe towarzystwo.- mówi dziewczyna.Uzależniona jest od trzech lat i jest to jej drugie – tym razem, miejmy nadzieje, udane - podejście do terapii.Jeżeli natomiast ukończy się leczenie (trwające zwykle rok) można pozostać na hotelu, czyli na okres umożliwiający ukończenie szkoły. Z takiej okazji korzysta Antek.- Traktowałem pierwsze 2 tygodnie jak przygodę. Po tych dwóch tygodniach strasznie mnie denerwowało, kiedy ktoś mi kazał coś robić. – wspomina siedemnastolatek. – Kończenie kolejnych etapów napędza do robienia czegoś dalej. – tłumaczy po chwili.Irytacja na początku pobytu jest tu bardzo powszechna. Tego właśnie powodem jest przydzielanie każdej nowej osobie tak zwanego „anioła”. Jest nim ktoś, kto ma część terapii już za sobą. Na pierwsze tygodnie staje się cieniem, który nie odstępuje nowicjusza nawet na pięć minut.Po spotkaniu kierowniczka zabiera nas na wycieczkę po ośrodku, czyli w głównej mierze zwiedzanie pokoi, w których zakwaterowani są mieszkańcy ośrodka. Wszystkie pomieszczenia są nad wyraz czyste i zadbane. Wręcz nie ma się do czego przyczepić.

Całemu zespołowi w pamięć zapada jednak kartka zawieszona nad jednym z łóżek, mówiąca: „Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych”.Przy wyjściu napotykamy jeszcze na zamocowany w hallu dzwon. Kto ma problem, ten dzwoni. Za każdym razem, gdy usłyszy się jego dźwięk ma się minutę na dotarcie do niego. -To jedyna taka okazja w życiu, żeby w ciągu minuty przybiegło ponad dwadzieścia osób i wysłuchało, co ma się do powiedzenia. – opowiada pani Asia z uśmiechem.Ośrodków takich jak Metanoia jest w Polsce wiele, a żeby wyleczyć się wystarczy tylko bardzo tego chcieć:- Trzeba uświadomić sobie ile można stracić i ile czasu potem odzyskiwać. – mówi Antek. – To nie jest warte zachodu.

Ale jaki sposób jest najlepszy i najskuteczniejszy?

Wszyscy odpowiadają zgodnie hasłem z plakatu: „Najlepsze wyjście – nie wchodzić”.

 

r.o .

 

Imiona zostały zmienione.

Emaus na facebooku

Szukaj