
W Sobotę mieliśmy koncert w Podkowie Leśnej - w miejscowym zborze Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Po raz pierwszy to nie my dzieliliśmy się Słowem Bożym z innymi, ale nasi przyjaciele. Paweł (nasz oświetleniowiec) oraz Kasia opowiadali swoje historie. Mówili o najróżniejszych drogach, którymi chodzili i o momentach, w których spotykali Boga, ale odrzucali Jego pomoc. Poprzez wiele zawirowań, wąskich ścieżek, problemów i dróg pod górkę Bóg przyprowadził ich w końcu do siebie. Wielu epizodów z ich żyć nie znaliśmy i dla nas były one zaskoczeniem i powodem do łez. Niesamowite jest to, że każdy koncert zespołu pozostawia nie tylko u mnie ślady łez. Po prostu te wszystkie historie są takie piękne! To jak Bóg prowadzi innych ludzi i nas samych przez życie jest tak cudowne, że nie umiemy się opanować :)
W niedzielę mieliśmy przed sobą bardzo ważne wyzwanie. Z pierwszym niedzielnym koncertem rozpoczęliśmy nasz nowy rodzaj działalności - współpracę z Hospicjum dla Dzieci. Pierwszym miejcem, które odwiedziliśmy był dom Łukasza - jednego z podopiecznych Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci . Na koncercie był także drugi Łukasz, mieszkający w Ostrowii Mazowieckiej, a chorujący na to samo schorzenie, co pierwszy. Oprócz Łukaszów dom był pełen dzieci, przyjciół, znajomych i wolontariuszy. Byliśmy zdumieni tak wielką publiką, ale też i ucieszeni ;) Bez nagłośnienia, jedynie z instrumentem przedstawiliśmy im specjalnie dla nich stworzony progam, opierający się na radosnych utworach (oraz kolędzie) i opowieściach, który miały za zadanie poprawić humor i wlać nadzieję we wszystkie serca, choć tego akurat nikomu nie brakowało ;) Następnie przetransportowaliśmy się do głównej siedziby Hospicjum, gdzie pod wieczór mieliśmy mieć koncert dla rodzin w żałobie po stracie dziecka. Muszę przyznać, że był to koncert wyjątkowy. Mały ogród zimowy był pełen, a myśmy ponownie bez nagłośnienia (tak chyba jest nam lepiej ;D) śpiewali o tym, co w życiu jest najważniejsze pomimo wszystko. Mówiliśmy o tym, że chociaż jesteśmy chrześcijanami i mamy tam w górze najlepszego Przyjaciela i Pocieszyciela, to jednak wiele razy zdażają nam się straszne momenty w naszym życiu, kiedy myślimy, że już nic nie jest nam w stanie pomóc. I wtedy właśnie z pomocą przychodzi Bóg. Ale nasza wiara nie sprawia, że problemów już nie ma. Pomaga nam jednak znaleść najlepsze Boże rozwiązanie. Na samo zakończenie dostaliśmy wspaniały dyplom oprawiony w ramkę, który mam nadzieję zawiśnie w naszym
studio. Następnie zabrał głos założyciel fundacji i powiedział coś, co mi się wryło głęboko w pamięć. Powiedział, że podczas naszego śpiewania było widać, że się modlimy, i że my wiemy, w których to było momentach. Prosił także o modlitwę za nich i za to, co robią. Cieszę się, że ludzie nas tak odbierają i umieją dostrzegać tak ważne i dla nas rzeczy, bo to prawda, że śpiewając dwa razy się modlimy. Po koncercie mieliśmy czas na rozmowę z tymi wszystkimi, którzy nas słuchali. Z wrażeń pokoncertowych przytoczę jedną wypowiedź, która jest tak bliska moim własnym przemyśleniom. Pewna dziewczyna powiedziała, że to jest fascynujące i niewiarygodne, że chociaż śpiewamy te same utwory już od dłuższego czasu, to wyglądaliśmy i przeżywaliśmy je tak, jakbyśmy to wszystko mówili i śpiewali po raz pierwszy. Mnie też to zawsze fascynuje i zastanawia, tym bardziej dziękuję Bogu, że inni też to dostrzegają i dochodzą do podobnych wniosków.
Będziemy kontynuować zaczętą tu formę działalności, dlatego w szczególny sposób prosimy Was o modlitewne wsparcie. Z Bogiem ><>
W.