thumb_1102108.jpg Zimowy, mroźny, sobotni wieczór stycznia. Czarny pas jezdni, a po bokach biało. Mknęliśmy kilkoma samochodami w kierunku Czarnej Białostockiej, by skręcić w las i dojechać do ośrodka leczenia uzależnień "Metanoia".

Byliśmy tam już raz z koncertem dwa lata wcześniej. Z sentymentem wspominaliśmy pobyt w tamtym miejscu. Nastolatkowie, którzy nas wtedy słuchali zostali na długo w naszych w sercach. Śpiewaliśmy dla nich musical „Ślepcy”, opowiadający także o tym, jak łatwo zaślepić się w życiu i wpaść w nałogi...Widzieliśmy łzy, słyszeliśmy słowa podziękowania za to, że pokazaliśmy im dzięki musicalowi, że jest dla nich nadzieja.

Potem były rozmowy z tymi młodymi ludźmi, którzy tak szczerze opowiadali nam o swoim życiu i zmaganiach z leczeniem narkomanii. Tak było dwa lata temu. Wiedzieliśmy, że po dwóch latach już raczej nie będzie tam żadnej z osób, które poznaliśmy poprzednio. Jechaliśmy tam podekscytowani, próbując sobie wyobrazić co nas spotka tym razem?

 

Gdy dojechaliśmy na miejsce, wjeżdżając w środek lasu, zobaczyliśmy znajomy budynek ośrodka leczenia uzależnień – Metanoia, prowadzonego przez Caritas Archidiecezji Białostockiej. Przywitano nas z entuzjazmem (chyba ktoś zdążył nas wcześniej zarekalamować :) ). Chłopcy pomagali nam nosić sprzęt nagłaśniający, uprzątnęli szybko salę, na której miał się odbyć koncert.

Na sali zasiadło kilkanaście osób. Byli tak cicho, jakby ich wcale tam nie było. I siedzieli tak zamurowani do końca koncertu... Śpiewaliśmy dla tych, którzy znajdują się w „Metanoi”. Słowo to w języku greckim oznacza nawrócenie, radykalną zmianę sposobu myślenia, postępowania, a więc to, do czego wzywał Chrystus prowadząc swą misję na ziemi. Nazwa ośrodka nie jest przypadkowa. Ci młodzi ludzie właśnie po to tam są, by doprowadzić do zmiany swego życia.

Śpiewaliśmy o tym, jak niesamowity jest Bóg, który kocha człowieka nawet wtedy, gdy on sam siebie nienawidzi, bo myśli, że zrobił już tyle złego... Między pieśniami kilka osób z zespołu dzieliło się opowieściami ze swego własnego życia. Mówili o swych doświadczeniach z alkoholem, narkotykami, o różnych problemach, które wydawały się nie do pokonania... Była opowieść o tym, jak Bóg pozwolił wyzwolić się z narkotyków. Była historia jednej z osób, która przez kilka lat piła alkohol tylko po to, by zapomnieć o bólu i nie myśleć. Słyszeliśmy też o tym, jak czasem cięzko poradzić sobie z wyzwaniami codzienności, jak można załamać się tym, co przerasta nasze siły. We wszystkich tych opowieściach członków zespołu Emaus występował element osobistego spotkania z Bogiem. Z Bogiem, który sprawiał, że w ich życiu w którymś momencie następował zwrot w zupełnie innym kierunku.

Słuchając tych opowieści sama chwialami nie potrafiłam ukryć wzruszenia. Widziałam także wśród tych młodych ludzi kilka osób, które ocierały łzy podczas koncertu. Jak dobrze jest móc dzielić się z innymi tym, że zawsze jest nadzieja...

Gdy otwieramy się na działanie Boże w naszym życiu, wierząc usilnie w to, że on jest w stanie dokonać tak wiele dzięki mocy Ducha Świętego przemieniającego nasze serce. Świat postrzegany oczami osoby, która zaczyna przybliżać się do Boga nagle zmienia się w inną wartość i inną rzeczywistość. Nagle, poznając Jezusa, Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, by pokazać nam, jak mamy żyć, który umarł po to, byśmy mogli być zbawieni, nie potrafimy zrozumieć Jego poświęcenia. Śpiewaliśmy:

Co Ty mogłeś widzieć we mnie
By życie Swoje za mnie dać?

Przebaczyłeś winy, grzechy me...

 

Jeden chłopak spuścił głowę w zamyśleniu, inny wsłuchiwał się w każde słowo, które otwierało mu oczy. Dziewczyna ocierała łzy...

Po koncercie mieliśmy, tak jak dwa lata temu, spotkanie z młodzieżą.  Poznaliśmy imię każdego z nich, wiedzialiśmy, z jakich miast Polski pochodzą. Oni też mogli usłyszeć od każdego z nas kilka słów o tym, kim jesteśmy na co dzień. Mogliśmy od tych m łodych ludzi dowiedzieć się, dlaczego trafili do ośrodka, jak sobie radzą z zasadami tam panującymi, jak bardzo niektórzy z nich pragną zmiany, a jak czasem trudno jest im tego dokonać. Wiemy jednak, że bardzo wielu osobom leczącym się w Metanoi udaje się wygrać walkę z nałogiem. Jest to rzeczą naprawdę wspaniałą!

Spotkanie dla nas, jak i dla nich (myślę) pełne było szczerej nadziei i radości . Cieszyliśmy się, żę Ci ludzie uczą się patrzeć inaczej na samych siebie, uczą się współpracy w grupie, wzajemnej pomocy, która buduje głębsze relacje międzyludzkie. Cieszyliśmy się także, że mogliśmy się z nimi podzielić tym, co i dla nas było trudne w życiu, pokazując tym samym, że każdy człowiek, niezależnie od tego ile ma lat, przechodzi w swym życiu bardzo trudne chwile. Cieszyliśmy się również, że  oni mieli przekonanie, iż tak naprawdę nic nie jest stracone, a dzięki Bożej pomocy i wierze można pokonać to, co dla nich w tym momencie życia jest celem głównym – uwolnić się od nałogów – być wolnym! Życzymy im tego z całego serca :)

"Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia, tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości." (List do Galacjan 5, 13)

 

 

 


 

Emaus na facebooku

Szukaj