Urodziny u Patryka Nie każdy ma okazję w życiu przeżyć taką wielką niespodziankę, jaką urządziliśmy Patrykowi w dniu jego urodzin. Za zgodą jego mamy i rodziny, umówiliśmy się w tajemnicy przed bohaterem dnia, że przyjedziemy do niego na urodziny. On spodziewał się swej rodziny i kilku znajomych, a tu zjawił się zespół Emaus w liczbie osób raptem szesnastu!

Patryk był w szoku, ale na szczęście pozytywnym. Po jakiejś godzinie czuł się wśród nas już całkiem swobodnie. Jest on 14–letnim chłopcem, chorym na mukowiscydozę, podopiecznym Warszawskiego Hospicjum dla dzieci. Mieszka w podwarszawskiej miejscowości.

alt

Kolejny weekend razem. Kolejny weekend dla dzieci. Kolejny weekend spędzony na czynieniu dobra. I tym razem były to koncerty w kościołach, a celem było zbieranie pieniędzy dla fundacji "Pomoż im". Każdy z nich był na swój sposób niesamowity. Tak samo jak nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy, nic nigdy nie jest takie samo. Chociaż poprzez śpiewanie dajemy wiele, to jednak otrzymujemy o wiele więcej, poddając nasze dusze uszlachetnieniu i szlifowaniu na obraz Najwyższego.

Siedem lat Emaus

W tym roku minęło siedem lat od momentu założenia zespołu. Siódemka jest liczbą szczególną...

Można by powiedzieć, że osiągnęliśmy wiek szkolny, choć granica wstąpienia w szkolne mury ma być obniżona do lat 6 :) W każdym razie na początku kwietnia zespół Emaus obchodził swe siódme urodziny!

Niektórzy z nas dawno zdążyli przez ten czas zakończyć edukację, wejść w związki małżeńskie i zrobić jeszcze wiele innych bardzo ciekawych rzeczy. Nadal jesteśmy razem, większość składu zespołu się nie zmieniła od początku.

Ktoś mógłby ze zdziwieniem (zresztą słusznym) spytać, jak to możliwe, że nadal jesteśmy razem, skoro wcale nie śpiewamy po to, by mieć dodatkowe źródło dochodu?

To było dla nas wszystkich coś zupełnie nowego... A zaczęło się tak.

Jak już pisaliśmy we wcześniejszych relacjach, w styczniu tego roku, byliśmy po raz drugi w Katolickim Ośrodku Terapii Uzależnień "Metanoia" w Czarnej Białostockiej. I znowu czuliśmy się wyjątkowo, był czas na rozmowy, refleksje. Następnego dnia mieliśmy próbę i wiem, że nie tylko ja myślałam o tym, że warto by było jeszcze tam wrócić.... Wtedy też pojawił się plan (który spadł  dosłownie "z góry"), by zorganizować wspólny koncert z wychowankami tej placówki.

alt

Każdy koncert jest dla nas nowym przeżyciem i kolejną niespodzianką. Nigdy do końca nie wiemy, ile na nim będzie ludzi, bo przecież nie sprzedajemy biletów. Reklamujemy koncerty w różny sposób, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć ile osób się na nich pojawi.

8 lutego, tego roku znaleźliśmy się w sytuacji zupełnie nowej dla naszego zespołu:) Jeszcze nigdy, żaden z naszych słuchaczy nie zaprosił nas na swoje urodziny. Zanim nie poznaliśmy Łukasza....

W grudniu ubiegłego roku, podczas naszego pobytu w Warszawie, mieliśmy, dzięki pomocy Fundacji Warszawskie Hospicjum Dla Dzieci, koncert w domu drugiego, młodszego Łukasza. Właśnie tam poznaliśmy starszego Łukasza, który podczas późniejszej rozmowy, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu zaprosił cały Emaus na urodzinową imprezę.

Niewielki budyneczek tuż przy tabliczce z nazwą miejscowości. Las iglasty przykryty grubą warstwą białego puchu. W odległości 500 metrów granica z Białorusią. Cisza i spokój. Zazwyczaj. Ale tego wieczora przed budynkiem bylo zaparkowanych więcej aut niż zazwyczaj. Zmierzała do nich duża grupa ludzi. Przystanęli na chwilę i stworzyli krąg. Krótka modlitwa, a później ostatnie pożegnania, pełne miłości uściski i zapewnienia, że niedługo się odezwą. Wyglądali na ludzi, których łączy coś więcej...

Całej tej scenie przyglądał się pewien człowiek. Stał w odpowiedniej odległości, tak, żeby pozostać niezauważonym. Miał mętlik w glowie, bo nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Pierwszy raz w życiu miał styczność z takimi ludźmi. Postanowił nie dochodzić do żadnych wniosków, dopóki nie dowie się wszystkiego u źródła. Poczekał aż wszyscy się zapakowali do aut i sam ruszył, ażeby zająć miejsce pasażera w samochodzie osoby, którą wszyscy uważali za tzw. szefa tej grupy osób. Usiadł i nic nie mówił przez parę minut. Szef zaczął się niecierpliwić, bo nie znał za dobrze człowieka i nie wiedział dlaczego się nie odzywa. Czlowiek przemówił po chwili: "Kim Wy, ludzie jesteście?"

thumb_1102108.jpg Zimowy, mroźny, sobotni wieczór stycznia. Czarny pas jezdni, a po bokach biało. Mknęliśmy kilkoma samochodami w kierunku Czarnej Białostockiej, by skręcić w las i dojechać do ośrodka leczenia uzależnień "Metanoia".

Byliśmy tam już raz z koncertem dwa lata wcześniej. Z sentymentem wspominaliśmy pobyt w tamtym miejscu. Nastolatkowie, którzy nas wtedy słuchali zostali na długo w naszych w sercach. Śpiewaliśmy dla nich musical „Ślepcy”, opowiadający także o tym, jak łatwo zaślepić się w życiu i wpaść w nałogi...Widzieliśmy łzy, słyszeliśmy słowa podziękowania za to, że pokazaliśmy im dzięki musicalowi, że jest dla nich nadzieja.

Potem były rozmowy z tymi młodymi ludźmi, którzy tak szczerze opowiadali nam o swoim życiu i zmaganiach z leczeniem narkomanii. Tak było dwa lata temu. Wiedzieliśmy, że po dwóch latach już raczej nie będzie tam żadnej z osób, które poznaliśmy poprzednio. Jechaliśmy tam podekscytowani, próbując sobie wyobrazić co nas spotka tym razem?

 

dsc_0759oddzialonkologicznydsk.jpg.jpg20 grudnia był dniem specyficznym. Od jakiegoś już czasu wiedzieliśmy, że zaśpiewamy koncert dla dzieci z oddziału onkologicznego DSK w Białymstoku. Trudno jest mi pisać o tamtym miejscu i tym, co zobaczyłam i usłyszałam. Na pewno niełatwą rzeczą było odpowiednie nastawienie i wczucie się chociażby w najmniejszym procencie w sytuację tych dzieci i ich rodziców. Dlatego prosiliśmy o moc Bożą, by to On pokierował naszymi czynami i słowami w najlepszy sposób, który byłby pomocą i ukojeniem dla drugiego człowieka. Małego i tego Dużego.

warszawa__19_.jpg.jpgOd początku istnienia naszym celem, jako zespołu było pomaganie innym, cierpiącym ludziom. Szczególnie małym ludziom. Każdego dnia przekonujemy się jak wiele zła jest na tym świecie i zło to dotyka niewinne małe dzieci. Kiedy sobie to uświadamiamy łzy same cisną się do oczu, a my szukamy w głowach odpowiedzi na nasze pytanie "Dlaczego?". My sami jesteśmy przyczyną tego wszyskiego, co nas otacza, co nas dotyka i tylko siebie możemy winić. Dlatego niektórzy próbując udobruchać swoje kulejące sumienia pomagają innym. Ta pomoc na pewno jest wartościowa, ale nie wnosi nic więcej poza zwykłą pomocą wynikającą z egoistycznych pobudek. Zostaliśmy stworzeni na idealny Boski wzór i dlatego powinniśmy się kierować idealnymi Bożymi zasadami i motywami. I tym kierujemy się my - powołani do Bożej służby ułomni ludzie, którzy jednak dzięki mocy i łasce Bożej stają się nienaganni w miłości do drugiego człowieka. Bóg jest celem, a poprzez Boga i bliźni.

Emaus na facebooku

Szukaj